“To wydarzyło się naprawdę.” – już na początku seansu widz zostaje potraktowany takim oto
stwierdzeniem. No cóż, jeżeli przeciętny człowiek dowie się, że film, a do tego coś a’la horror, wydarzyło się w przeszłości, to co zrobi? Zapewne uderzy do kina w celu obejrzenia tego arcydzieła. Jednak w tym wypadku nie ma sensu zawracać sobie głowy. “Nieznajomi” mają tyle wspólnego z arcydziełem, co “American Pie” z filmem ambitnym. Krótko mówiąc – nic.
James postanawia zabrać Kirsten do położonego gdzieś poza miastem domku, w celu oświadczenia się jej. Kirsten odrzuca oświadczyny. James dzwoni do przyjaciela, aby ten po nich przyjechał, jednak deklaruje on swoją pomoc dopiero rano. I tak para zostaje w owym domku na całą straszną i ciemną noc. Niespodziewanie do drzwi puka kobieta z pytaniem “Jest Tamara?”. Ale to dopiero początek.
Po udanym zwiastunie, obiecałem sobie, że wybiorę się do kina. Tak też zrobiłem. Jednak to, co zobaczyłem, to raczej jakiś anty-film. Dwójka bohaterów kręci się po domu bez celu. Dialogi są na tyle rozbudowane, że słyszymy dwa, góra trzy słowa podczas rozmowy głównych bohaterów. Pukanie do drzwi jest tak silne, że ja sam miałem wrażenie, że to słoń, nie człowiek stoi po drugiej stronie. Ogólnie, to całe to coś polega na słuchaniu przeraźliwych dźwięków, oglądaniu jednej, przerażonej miny Liv Tyler, która nie wiadomo co robi pośród tego jakże wspaniałego dzieła i czekaniu na zakończenie. Jednak mamy na co czekać! Pod koniec dowiemy się dlaczego owi “Nieznajomi” pukają! Po co to wszystko się dzieje! Wszak, odpowiedź na pytanie “Dlaczego to robicie?” brzmiąca “Bo byliście w domu” może człowieka zniszczyć doszczętnie. Może odbić się na jego psychice do tego stopnia, że ten na każde pukanie do drzwi będzie panikował.
Ten film jest tak żałosny i chaotyczny jak ta recenzja. No cóż, trzeba, pisząc recenzję, zamknąć w niej cały klimat filmu. Pieniędzy na bilet nie żałuję, bo, mam nadzieję, że zobaczyłem film nominowany… do Złotych Malin. Oby tylko.
Ocena: 1/10
