Archiwum z kwiecień, 2008

h1

Niespodziewana ciąża.

kwiecień 12, 2008

Czy zastanawialiście się kiedykolwiek, co zrobilibyście, gdyby okazało się niespodziewanie, że zostaniecie rodzicami? Właśnie z takim pytaniem spotyka się tytułowa bohaterka filmu “Juno” J. Reitmana.

A wszystko zaczęło się od pewnego fotela, fotela, na którym Juno (Ellen Page) straciła dziewictwo z niejakim Bleekerem (Michael Cera). Wszystko było dobrze. Aż niespodziewanie – dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży. Początkowo myśli o aborcji, jednak szybko zmienia zdanie. Postanawia znaleźć rodzinę dla swojego przyszłego dziecka. I znajduje. Zaprzyjaźnia się nawet z przyszłym “ojcem”. Jednak nie wszystko układa się tak różowo. Można pokusić się o stwierdzenie, że wszystko komplikuje się coraz bardziej wraz z “powiększaniem się” brzucha nastolatki. Idealne, na pozór, małżeństwo, wcale takie nie jest. Tylko co teraz?

“Zabierając się” za ten film, byłem nastawiony na naiwną, może nawet głupią, historyjkę. Jednak myliłem się. Chociaż z pozoru wydaje się prosty i taki, jak mnóstwo innych komedii, wyróżnia się. Po pierwsze – na uznanie zasługuje scenariusz. Według mnie, słusznie nagrodzony Oscarem. Kolejnym aspektem jest to, że tak naprawdę do końca nie wiemy, co stanie się z dzieckiem, ponieważ, jak już wcześniej wspomniałem, sprawy się komplikują. Przez to obraz nie jest w całości przewidywalny. Film zachowuje typowe cechy komedii dla nastolatków. Ogólnie mówiąc – można się pośmiać. Jednak, nie jest to komedia głupia, typu “American Pie”.

Niektórzy mogą rzec, że reżyser podszedł bardzo lekkomyślnie do zagadnienia, jakim jest ciąża. Można nawet uznać, że ów obraz, jest obrazą takich dzieł, jak na przykład “4 miesiące…”. Jednak trzeba pamiętać, że to komedia. Nie można porównywać jej, dla przykładu, z filmem Mungiu.

Jeżeli podejdziecie do “Juno” z pewnym dystansem i nie będziecie przypuszczać “do czego mogła doprowadzić bezmyślność dwójki nastolatków” [chodzi tutaj oczywiście o aborcję], to film powinien Wam się spodobać. To komedia. Zresztą bardzo dobra.

Ocena: 8/10

h1

Potrawa ciężkostrawna.

kwiecień 6, 2008

Na film wybrałem się, można powiedzieć, przez przypadek. Zaintrygowała mnie obsada. Obecność takich nazwisk jak Weaver, Hurt czy Whitaker robi swoje. Sam pomysł również wydawał się dobry. Przedstawienie zamachu na prezydenta USA z ośmiu różnych perspektyw – to musi być “coś” – pomyślałem. Jednak nie jest.

Już od początku dzieło wydaje się bardzo schematyczne. Prezydent przyjeżdża, zamierza przemówić, jednak pada postrzelony. To dopiero początek całej historii. Przed nami obejrzenie jej z perspektywy kilku osób – zaczynając od ludzi przypadkowych, poprzez samego prezydenta, kończąc na terrorystach. Mimo określonego schematu, nadal wydaje się ciekawe i intrygujące.

“8 części prawdy”, to obraz, który mamy odkrywać stopniowo, dowiadując się wszystkiego po trochu. Istna układanka. Jednak czy ciekawa? Oglądanie tych samych scen kilka razy może stać się ciężkostrawne. I tak się rzeczywiście dzieje. Po obejrzeniu historii z perspektywy drugiej osoby – miałem ochotę wyjść z kina. Zatrzymała mnie tylko myśl, że jednak “coś” się stanie oraz wszechobecna akcja. Bo właśnie akcja jest tym, co działa na plus całego dzieła. Jednak nic nie zaskoczyło. Wszystko kończy się happy endem. Źli terroryści przegrywają, dobry prezydent i jego wierni “towarzysze” wygrywają. Oklepane i idiotyczne.

Travis miał pomysł na stworzenie czegoś intrygującego i odkrywczego, który się nie udał. Za to powstał kolejny film z gatunku akcji, do tego przeciętny i nużący. Tylko dla fanów sensacji, których nie przeraża oglądanie podobnych scen kilka[naście] razy. Tak więc, zasiądź w fotelu, “wyłącz” szare komórki i oglądaj.

Ocena: 4/10

h1

Początek.

kwiecień 6, 2008

Witam. Jak widać – strona w trakcie tworzenia. Teraz może kilka słów o mnie. Jestem zwykłym człowiekiem, nie do końca normalnym i bardzo dziecinnym jak na osiemnaście lat. Uwielbiam filmy, co wiąże się z powstaniem tej strony. Mianowicie – mam zamiar zamieszczać tutaj recenzje obejrzanych dzieł. Filmem interesuję się od dawna, jest to moje hobby i chcę jakoś związać z tym przyszłe życie. Jednak nigdy nie brałem się za pisanie o filmach, które widziałem. Trzeba to zmienić. Efekty mojej “pracy” będą pojawiały się sukcesywnie. Nie będą to recenzje wysokich lotów, ponieważ dopiero zaczynam, ale mam nadzieję, że z czasem będę pisał coraz lepiej. Tyle słowami wstępu.